
Przyznam szczerze, że do Trifonova mam percepcyjną słabość od czasu Konkursu Chopinowskiego i mimo, że od samego Konkursu (rok 2010) minął już szmat czasu to udaje się wciąż odnajdywać w jego sztuce jakichś drobnych niuansów, które mnie zaskakują i urzekają muzycznie. Na tej płycie jest kilka ciekawych momentów, ale z racji tego, że zaplanowałem te teksty jako stosunkowo krótkie formy chciałbym skupić się na dwóch fragmentach.
Coś co zwróciło moją uwagę od samego początku to John Cage i jego legendarne 4’33. Utwór przełomowy, taki, który zmienia postrzeganie ciszy, albo tych brzmień, które do tej pory były odrzucane jako przypadkowe, niechciane i uzyskiwane na marginesie. Eksplorowanie tak ciszy jak i hałasu było wtłoczone w muzyczne DNA Cage’a czym spełnił marzenia futurystów postulujących rozszerzanie stosowanych brzmień o odgłosy maszyn,syren i tego wszystkiego co nas otacza. 4’33 Cage’a często opisywany jest jako utwór mówiący o ciszy… a on raczej mówi o tym co jest dookoła nas i tak podszedł Trifonov do tematu nagrywając dźwięki miasta.
Drugi moment to Koncert fortepianowy Masona Batesa. Bates napisał swoje Piano Concerto na zamówienie The Philadelphia Orchestra i San Francisco Symphony dla Daniila Trifonova, robiąc to na dość rozpoznawalny amerykański sposób. Od samego początku nad kompozycją unosi się stylistycznie charakterystyczny z grubsza williamsowski genius loci o mocno romantyczno- filmowym zabarwieniu tegoż miejsca. Bardzo przyjemnie groove’owo pulsująca jest trzecia część, co w sumie nie dziwi, bo Bates jako również DJ często włącza elektroniczne bity, romantyczno- kojąca część druga i pierwsza, w która brzmi mi jakby trochę (jeżeli chodzi o zwroty harmoniczne) możdżerowsko. Czy odkrywa on coś nowego? No właśnie niekoniecznie, ale to nie zmienia mojego całościowego odbioru, że słucha się tego koncertu bardzo dobrze (w czym również oczywiście największą zasługa tak Trifonova jak i The Philadelphia Orchestra, którą dyryguje Yannick Nézet- Séguin).
Mikołaj Marek Szykor


Dodaj komentarz