
Przyznam szczerze, że dla mnie muzyka Philipa Glassa jest zwyczajnie bezpieczna. Na tyle nowoczesna, by uznawać za współczesną i na tyle brzmieniowo akceptowalna by ją zwyczajnie polubić i to właśnie od niej rozpocząć przygodę z muzyką nieco bardziej skomplikowaną.
Na tym nagraniu spotykają się dwie osobowości (Kronos Quartet traktuję jako jeden organizm), które naznaczyły muzykę współczesną na swój indywidualny sposób. Philip Glass i Kronos Quartet i chociaż minimalizm Glassa jest stosunkowo łatwo definiowalny, to już Kronos wymyka się jakimkolwiek sztywnym regułom. Tym samym kwartet jako kolektyw skupia w sobie te cechy, które są najbardziej charakterystyczne dla sztuki współczesnej.
Zanim jednak powiemy o samej płycie i jej bohaterach warto cofnąć się trochę w czasie do lat siedemdziesiątych XX wieku. To właśnie wtedy na muzycznej mapie pojawiły się takie marki w światowej kameralistyce jak Alban Berg Quartett (rok 1970), Arditti Quartet (rok 1974), Emerson String Quartet (rok 1976) i właśnie Kronos Quartet rok 1974) a więc zespoły, które chociaż z różną regularnością to jednak sięgały po muzykę najnowszą.
Alban Berg Quartett przez trzydzieści osiem lat działalności (1970- 2008) nagrywał obok „klasyków” XX wieku Berga, Weberna, Debussy’ego i Strawinskiego kompozycje Lutosławskiego, Rihma, Schnittke’go, Beria, Haubenstocka- Ramti’ego czy Bouleza (oczywiście obok był Beethoven, Mozart, Haydn, Mendelssohn, Brahms, Schumann e tutti quanti).
W tym kontekście dość podobnie wygląda repertuar Emerson String Quartet. Patrząc na katalog, możemy znaleźć nagrania utworów pisanych na kwartet lub z udziałem kwartetu smyczkowego Waltera Pistona kompozytora żyjącego w latach 1894- 1976, ale i Brittena, Schönberga, Hindemitha, Bartóka, Szostakowicza czy Egona Wellesza (1885-1974). Oczywiście jest i Beethoven, i Haydn, i Brahms, Mozart, natomiast wracając do muzyki nowszej mamy bardzo ciekawą płytę z Ivesem i Barberem, mamy projekt American Contemporaries z utworami Johna Harbisona, Richarda Wernicka i Gunthera Schullera oraz projekt The Emerson String Quartet Plays 50 Years of American Music 1919- 1969 z utworami Cowella, Shepherda, Harrisa, Schullera i Imbrie’go.
Zdecydowanie bardziej awangardowy repertuar prezentował już od samego początku swojej działalności Arditti String Quartet. Mając na rozkładzie m. in. Xenakisa, Cage’a, Maderne, Birtwistle’a, Stockhausena (Helikopter-Streichquartett), Davies’a, Ligeti’ego, Hosokawe, Nono, Weberna, Berga i Schönberga, Henze’ego, Langa, Lahenmanna, Ligeti’ego, Cartera, Luciera
prezentują bardzo szeroką panoramę muzyki awangardowej.
A jak to wygląda w przypadku Kronos Quartet?
Założony w roku 1973 przez Davida Harringtona kwartet stawiając na prezentowanie muzyki nowej zrobił to o tyle ciekawie, że dodatkowo włączył do swojego repertuaru utwory, o których moglibyśmy powiedzieć, że są rozrywkowe, albo co najmniej z pogranicza muzyki klasycznej i rozrywkowej.
Na początku Harringtonowi towarzyszyli na skrzypcach Jim Shallenberger (1973-1975), Roy Lewis (1975-1976), Richard Balkin (1976-1977) oraz Ella Gray (1977-1978), na altówce Tim Kilian (1973-1976) a także Michael Jones (1976-1978), a na wiolonczeli niezmiennie do roku 1978 Walter Gray.
Pierwszy- nazwijmy go tutaj roboczo- „stały” skład (działający w latach 1978- 1999) tworzyli grający na skrzypcach i wspomniany już wcześniej Harrington, John Sherba (również skrzypce), Hank Dutt (altówka) oraz Joan Jeanrenaud (wiolonczela). Możemy dodać, że Sherba i Dutt wraz z Harringtonem grali nieprzerwanie do roku 2024.
Doskonałą wizytówką tego okresu jest płyta z roku 1986, w której muzyce Sculthorpe’a, Sallinena, Glassa i Nancarrowa towarzyszy Purple Haze Hendrixa.
Trzeba przyznać, że generalnie cały przekrój stylistyczny i estetyczny jaki prezentują muzycy z kwartetu jest ogromny. Mamy płytę z utworami Astora Piazzolli, kapitalne nagranie z DJ-em Spooky’m Rebirth of a Nation… i projekt z tego roku Glorious Mahalia. Projekt o tyle ciekawy, że chociaż mamy nawiązanie wprost do Mahalii Jackson to jednak (jak na Kronos przystało) nie jest to standardowe podejście do tematu. Mimo tego, że słyszymy nowe kompozycje: Stacy Garrop Glorious Mahalia, Jacoba Garschika God Shall Wipe All Tears Away oraz Zachary’ego Jamesa Watkinsa Peace Be Till jednocześnie doświadczamy oryginalnych nagrań głosu Mahalii (np. pochodzących z rozmowy jaka odbyła Jackson z Studsem Terkelem w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku).
W międzyczasie zmieniał się też skład kwartetu. Po odejściu w roku 1999 wiolonczelistki Joan Jeanrenaud jej miejsce zajmowali kolejno Jennifer Culp (1999-2005), Jeffrey Zeigler (2005-2013) oraz Sunny Yang (2013-2022).
Obecnie Kronos Quartet tworzą David Harrington oraz Gabriela Díaz grajacy na skrzypcach, Ayane Kozasa na altówce a także Paul Wiancko na wiolonczeli.
Jak w tym wszystkim odnajduje się płyta z muzyką Philipa Glassa?
Zanim o płycie, to jeszcze jedno zdanie o samym Glassie. Urodzony w roku 1937 amerykański kompozytor uważany jest za jedną z głównych postaci muzycznego minimalizmu (obok Steve’a Reicha, Johna Adamsa, Terry’ego Rileya). Chociaż (powstały w Stanach Zjednoczonych w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych) minimalizm sam w sobie- opierający się na krótkich powtarzalnych formułach melo-rytmicznych- jest stosunkowo w samej idei powtarzalny, każdy z wymienionych kompozytorów korzysta z niego na swój indywidualny sposób.
Na płycie możemy usłyszeć cztery kwartety Glassa ułożone malejąco od String Quartet No. 5 (napisany w roku 1991 dla Kronos Quartet) , przez No. 4 Buczak (1989 r. stworzony na zamówienie Geoffreya Hendricksa poświęcony pamięci Briana Buczak) następnie No. 2 Company (to utwór powstały w roku 1983 jako muzyka do adaptacji powieści Samuela Becketta) i kończąc na No. 3 Mishima (1985 r. był to kwartet stworzony na muzyce do filmu Mishima). Dostajemy więc kompozycje powstałe w latach 1983- 1991 i- co ciekawe z obydwu stron przedzielone wyraźną cezurą. Zostały one napisane po mniej więcej osiemnastoletniej przerwie jaką zrobił Glass po napisaniu String Quartet No. 1 (1966 rok) i po których nastąpiła ponad dwudziestoletnia przerwa- String Quartet No. 6 skomponowany został w roku 2013.
Przerwy te były i są o tyle istotne, bo to właśnie wtedy możemy szukać najbardziej przełomowych kompozycji, kształtujących indywidualny styl Glassa. Warto powiedzieć, że w pierwszej przerwie (w latach 1967- 1983) powstały chociażby takie kompozycje jak Music with Changing Parts (1970); Music in Twelve Parts (1971) czy opera Einstein on the Beach (1976) – jako dzieło o szczególnym znaczeniu nie tylko dla samego kompozytora, ale i dla całego minimalizmu muzycznego. Możemy do tego zestawu dodać jeszcze dwie kolejne opery Satyagraha (1980) oraz Akhnaten (1983). Z tego okresu pochodzi też sporo muzyki kameralnej (jak chociażby jedna z moich ulubionych kompozycji Glassworks (1981). Szukając znaczących kompozycji w drugim okresie, w którym amerykański kompozytor odłożył na bok pisanie kwartetów (1991-2013) należałoby pewnie wskazać skomponowaną w roku 1992 Symphony No. 1 „Low” (opartą na muzyce Dawida Bowie i Briana Eno z albumu Low, który swoją premierę miał w 1977 roku), ale też Symphony No. 4 Heroes skomponowaną w roku 1996 (którą oparł na drugim z berlińskiego tryptyku Bowie’ego albumie Heroes). Dla ścisłości i na marginesie dodajmy, że w roku 2019 Glass zamknął utworem Symphony No. 12 cały tryptyk berliński (inspiracją tutaj był album Lodger).
Symfonie (a w okresie 1991- 2013 napisał ich łącznie dziesięć) nie były jedyną formą, po którą wtedy sięgał Glass, generalnie jest to czas, w którym kompozytor cieszył się już sporym uznaniem tworząc muzykę filmową (The Hours (2002 r.), kolejne opery (Voyage (1992 r.); Appomattox (krótsza wersja z roku 2007 r.) ale napisał również sporo muzyki solowej i koncertowej (m. in. dwa koncerty fortepianowe z roku 2000 oraz 2004; drugi koncert skrzypcowy (2009 rok) dwa koncerty wiolonczelowe (rok 2001 oraz 2012) oraz dwa zeszyty Etiud na fortepian solo (1994-2012).
Płyta (a mam to szczęście, że udało mi się kupić nagranie kwartetów na winylu co w przypadku muzyki stosunkowo nowej nie jest takie częste i oczywiste) daje pewien słuchowy komfort bycia z muzyką miejscami wymagającą, ale przez repetytywność szerokimi momentami medytacyjną. To nie jest muzyka pozbawiona czasem dysonansowej i trudnej harmonii, jednak w doborowym towarzystwie Kronos Quartet słucha jej się bardzo przyjemnie. Technicznie i muzycznie absolutny top kameralistyki.
